Discussion about this post

User's avatar
Angelika Gigas's avatar

Zjawisko ignorowania przez mózg informacji zanotowanej/zapisanej/dostępnej jest znane kognitywistce już od dawna i było badane w epoce pre-google ;) To właśnie dlatego, jeżeli nie robiłeś notatek z wykładów (o ile bywałeś) na studiach, a tylko pożyczałeś je od sumienniejszej koleżanki, często dostawałeś na egzaminie lepszą ocenę. Mózg jest bardzo ekonomicznym narządem, nie wydatkuje energii tam, gdzie nie musi.

Z podobnej przyczyny mózg popycha nas do szybkiego sprawdzenia informacji za pomocą narzędzi, jakie mamy akurat dostępne. Sprawdzone - zrobione - pozamiatane - można zapomnieć. Tak samo oszukuje nas satysfakcją z pozornego przyswojenia bardzo fragmentarycznej wiedzy. Przysypujemy naszą lukę w wiedzy (jak to określiłeś) strzępami powierzchownych, niezweryfikowanych, często wręcz nieprawdziwych informacji. Mając w zasięgu ręki kolejne, zazwyczaj niepotrzebne (mózg wie, że przelecą, jak wleciały, zanim ty się zdążysz zorientować), nieustannie karmimy naszego mózgu potrzebę stymulacji, nie dając mu czasu na refleksję, czyli przesianie, zweryfikowanie i posortowanie tego, co do niego weszło. I wtedy pufff... nawet i całkiem przydatna wiedza ulatuje zanim zdążymy się zorientować.

Ten facet od monstery pewnie już wielokrotnie widział rolki na temat uprawy roślin w doniczkach i pewnie trafiło do niego już wcześniej tyle przydatnej wiedzy, że nie musiałby teraz jej szukać, ale nic nie zapamiętał, bo jak mógłby, nie dając swojemu mózgowi czasu na przetworzenie informacji.

Alicja's avatar

Nie potrafię zidentyfikować siebie w obrazie pochłaniania i zbierania wiedzy o hobby, bo choć urodziłam się w latach 70tych, to go nigdy nie miałam, nigdy nie poszukiwałam ani nie potrzebowałam. I zawsze ale to zawsze czułam się straszliwie głupia. I taka pewnie byłam. I nadal jestem. Do mądrych intelektualnie raczej nie należę, życiowo już bardziej tak. Nikt mnie nie wprowadził w świat pozyskiwania wiedzy ponad to, co otrzymywałam w szkole. Moi starzy hobby też nie mieli. Więc żyłam życiem zwykłego, przeciętnego dzieciaka. Starając się grać „mądrą”.

Ciekawostka. Do dziś chodzenie do biblioteki kojarzy mi się z paraliżem jaki mnie ogarniał, gdy te szufladki z indeksami książek miały mi pomóc znaleźć właściwie pozycje, ale jakoś nigdy nie rozumiałam o co tu chodzi. Opierałam się więc na poszukiwaniach innych i czerpałam z tego korzyść zdobytej za darmo wiedzy. Dlatego wdzięczna byłam gdy książki zaczęły pokazywać swoje okładki (a przynajmniej biblioteki stawały się bogatsze i miały coraz więcej cudnych egzemplarzy), a ja mogłam przebierać jak w ulęgałkach. I pokochałam czytanie. Z czasem lektury pogłębiałam o klasykę i zachwycam się tym wszystkim do stanu spazmatycznej niemal euforii aż do dziś.

No właśnie. Słowa. Miałam słownik w domu. Słownik wyrazów obcych. Miałam w planie uczyć się pięciu słów dziennie, by być mądrą i toczyć mądre rozmowy. Odpadłam już pierwszego dnia. To był głupi pomysł, który tylko umocnił we mnie poczucie bycia głupią.

Kiedy pojawił się Internet, moja koleżanka z klasy była w grupie pierwszych osób które go doświadczyły. Jej słowa: „to taka nieskończona biblioteka” mnie aż odrzuciły.

Dziś mój umysł to bagno. To małe urządzonko trzymane właśnie w dłoni - to mój killer. Dawkuje mi chaos i zalewa milionem informacji, o które się nie prosiłam. Jest ich za dużo. Uderza we mnie non stop, nieustannie, a ja jestem już wykończona. Mój system nerwowy nie wyrabia. Przebodzcowanie jest koszmarne. Choć i tak mnóstwo treści blokuje, eliminując przeszkadzajki i dystraktory.

A teraz wracamy do myślenia i tego co napisałeś. Być może jesteście w grupie uprzywilejowanych umysłowo osób, które w tej właśnie ciszy odnajdują głębsze struktury własnych myśli, gdzie rzeczy Wam się układają w spójną i harmonijną całość. Ja jestem na to chyba za głupia 😜

Nawet mój komentarz jest bez sensu. Przepraszam. Pewnie go usunę. Dawno tak się nie wstydziłam swoich myśli jak dziś.

7 more comments...

No posts

Ready for more?