To od razu kliknęło mi w głowie przycisk z Gombrowiczem:
„Starajcie się przezwyciężyć formę, wyzwolić się z formy. Przestańcie utożsamiać się z tym, co was określa. Próbujcie uchylić się wszelkiemu swemu wyrazowi. Nie ufajcie własnym słowom. Miejcie się na straży przed wiarą waszą i nie dowierzajcie uczuciom. Wycofajcie się z tego, czym jesteście na zewnątrz, i niech lęk was ogarnie przed wszelkim uzewnętrznieniem, tak właśnie, jak ptaszka drżenie ogarnia wobec węża. Albowiem jest błędny postulat, jakoby człowiek miał być określony, to znaczy niewzruszony w swoich ideach, kategoryczny w swoich deklaracjach, niewątpliwy w swej ideologii, stanowczy w swych gustach, odpowiedzialny za słowa i czyny, ustalony raz na zawsze w całym swoim sposobie bycia. Rozpatrzcie bliżej chimeryczność tego postulatu. Żywiołem naszym jest wieczysta niedojrzałość. Co dzisiaj myślimy, czujemy, będzie nieuniknienie głupstwem dla prawnuków. Lepiej tedy, abyśmy już dzisiaj uznali w tym porcję głupstwa, którą przyniesie czas… i ta siła, która was zmusza do przedwczesnej definicji, nie jest, jak sądzicie, siłą całkowicie ludzką. Niezadługo zdamy sobie sprawę, że już nie to jest najważniejsze: umierać za idee, style, tezy, hasła, wiary; i nie to także: utwierdzać się w nich i zamykać; ale co innego, ale to: wycofać się o krok i zdobyć dystans do wszystkiego, co nieustannie wydarza się z nami”.
Dodając niejako do krótkiego zdania. Mam ostatnio wrażenie że cały świat mnie, nas w chuja robi.
Praktycznie na każdym poziomie.
Marki osobiste, książki rozwojowe well biiiingi. To jak hodowla kurczaka już nawet nie klatkowego tylko pudełkowego bo out of the box to krytyka i się nie rozwijasz chłopie. Regularnie na słupach mam okazję patrzec nekrologi - większość dożywa 65-70 lat jak idealni konsumenci chuj wie czego.
No coż mam powiedzieć... My silwersi też łapiemy się w tą zasadzkę. Wpadamy w pułapkę "wyróżnij się albo zgiń".
I ja, i Ty - mamy podobną sytuację, trochę wyrzutków z tego głównego nurtu praca-konsumpcja. Nie wiem jak u Ciebie, ja szukam swojej tożsamości w tej przestrzeni publicznej. Może trochę naśladuję. Piszę bloga, bo chciałem to zacząć 20 lat temu, ale jakoś tak... no, zajęty byłem pracą.
Mieć wyebane to dopiero jest luksus. To dopiero jest dar, umiejętność. Błogosławieństwo.
Tak to samo, choć u mnie to trochę bardziej przekora o której piszę powyżej. Gdy tylko próbuję poddać się tekim narracjom okazuje się, że ciężko potem w lustro patrzeć, więc staram się unikać, a nawet po prostu unikam. Nonkonformizm ma swoją cenę, ale za to jaką wartość 😉
Szkolenia i cała reszta kierowane do silversow ( nie znałem, dzięki) wynikają z egzystencjalnego położenia tychże. W wieku 30-50 ( ongiś przypisywano wiekowi 35-37) to czas kryzysu połowy życia/ wielkiej życiowej zmiany tzw syndrom Gaudiego. To podatny grunt. Badania pokazują że tym bardziej bo potrzeba zmiany jest radykalna, odrzucasz stare życie z potrzebą stworzenia siebie na nowo. No a tu wchodzi czysta ekonomia popyt - podaż.
My tu w tych czasach mamy stanąć z techno w "wypełnienia łunie", przy czym ptak i drzewo są nie mniej istotne. Dodatkowo spojrzenie na człowieka jako na rzecz nie ma być dosłowne, bardziej chodzi w zbiorku np. Poema naiwne w utworze Miłość, by spojrzeć na siebie jako na element większej całości i zaufać jak dziecko, w obliczu i na przekór trwającej wtedy wojnie. Czasem modele umieją w kontekst, zbierają dane, jedzą ciastka, wybierają najczęstszą cechę jako prawidłowość, ale złożoność tkwi w perpsektywie i w osobistym jednym doświadczeniu, w emocji, jest ono nieuchwytne; dosłowne odczytywanie poezji burzy jej kojący sens.
Najgorsze jest chyba to, że trudno się z Tobą nie zgodzić, bo moment, w którym zaczynam „optymalizować siebie”, zwykle dziwnie przypomina moment, w którym przestaje być sobą.:-/
To od razu kliknęło mi w głowie przycisk z Gombrowiczem:
„Starajcie się przezwyciężyć formę, wyzwolić się z formy. Przestańcie utożsamiać się z tym, co was określa. Próbujcie uchylić się wszelkiemu swemu wyrazowi. Nie ufajcie własnym słowom. Miejcie się na straży przed wiarą waszą i nie dowierzajcie uczuciom. Wycofajcie się z tego, czym jesteście na zewnątrz, i niech lęk was ogarnie przed wszelkim uzewnętrznieniem, tak właśnie, jak ptaszka drżenie ogarnia wobec węża. Albowiem jest błędny postulat, jakoby człowiek miał być określony, to znaczy niewzruszony w swoich ideach, kategoryczny w swoich deklaracjach, niewątpliwy w swej ideologii, stanowczy w swych gustach, odpowiedzialny za słowa i czyny, ustalony raz na zawsze w całym swoim sposobie bycia. Rozpatrzcie bliżej chimeryczność tego postulatu. Żywiołem naszym jest wieczysta niedojrzałość. Co dzisiaj myślimy, czujemy, będzie nieuniknienie głupstwem dla prawnuków. Lepiej tedy, abyśmy już dzisiaj uznali w tym porcję głupstwa, którą przyniesie czas… i ta siła, która was zmusza do przedwczesnej definicji, nie jest, jak sądzicie, siłą całkowicie ludzką. Niezadługo zdamy sobie sprawę, że już nie to jest najważniejsze: umierać za idee, style, tezy, hasła, wiary; i nie to także: utwierdzać się w nich i zamykać; ale co innego, ale to: wycofać się o krok i zdobyć dystans do wszystkiego, co nieustannie wydarza się z nami”.
(Ferdydurke, ofc)
o matko, w punkt
Po prostu świetny tekst.
Dodając niejako do krótkiego zdania. Mam ostatnio wrażenie że cały świat mnie, nas w chuja robi.
Praktycznie na każdym poziomie.
Marki osobiste, książki rozwojowe well biiiingi. To jak hodowla kurczaka już nawet nie klatkowego tylko pudełkowego bo out of the box to krytyka i się nie rozwijasz chłopie. Regularnie na słupach mam okazję patrzec nekrologi - większość dożywa 65-70 lat jak idealni konsumenci chuj wie czego.
No coż mam powiedzieć... My silwersi też łapiemy się w tą zasadzkę. Wpadamy w pułapkę "wyróżnij się albo zgiń".
I ja, i Ty - mamy podobną sytuację, trochę wyrzutków z tego głównego nurtu praca-konsumpcja. Nie wiem jak u Ciebie, ja szukam swojej tożsamości w tej przestrzeni publicznej. Może trochę naśladuję. Piszę bloga, bo chciałem to zacząć 20 lat temu, ale jakoś tak... no, zajęty byłem pracą.
Mieć wyebane to dopiero jest luksus. To dopiero jest dar, umiejętność. Błogosławieństwo.
Siwersi – ależ piekny polski odpowiednik.
Tak to samo, choć u mnie to trochę bardziej przekora o której piszę powyżej. Gdy tylko próbuję poddać się tekim narracjom okazuje się, że ciężko potem w lustro patrzeć, więc staram się unikać, a nawet po prostu unikam. Nonkonformizm ma swoją cenę, ale za to jaką wartość 😉
ja jak przesadze, to fizycznie mi organizm wyłącza bateryjkę i mam takie doły energetyczne. Kac dopaminowy.
Przykre, ale prawdziwe.
Będzie z tego baby-hybryda?
Szkolenia i cała reszta kierowane do silversow ( nie znałem, dzięki) wynikają z egzystencjalnego położenia tychże. W wieku 30-50 ( ongiś przypisywano wiekowi 35-37) to czas kryzysu połowy życia/ wielkiej życiowej zmiany tzw syndrom Gaudiego. To podatny grunt. Badania pokazują że tym bardziej bo potrzeba zmiany jest radykalna, odrzucasz stare życie z potrzebą stworzenia siebie na nowo. No a tu wchodzi czysta ekonomia popyt - podaż.
My tu w tych czasach mamy stanąć z techno w "wypełnienia łunie", przy czym ptak i drzewo są nie mniej istotne. Dodatkowo spojrzenie na człowieka jako na rzecz nie ma być dosłowne, bardziej chodzi w zbiorku np. Poema naiwne w utworze Miłość, by spojrzeć na siebie jako na element większej całości i zaufać jak dziecko, w obliczu i na przekór trwającej wtedy wojnie. Czasem modele umieją w kontekst, zbierają dane, jedzą ciastka, wybierają najczęstszą cechę jako prawidłowość, ale złożoność tkwi w perpsektywie i w osobistym jednym doświadczeniu, w emocji, jest ono nieuchwytne; dosłowne odczytywanie poezji burzy jej kojący sens.
Poszła dycha na kawę.
Pychota, dziękuję 🫣
Niech ma na prąd!
Najgorsze jest chyba to, że trudno się z Tobą nie zgodzić, bo moment, w którym zaczynam „optymalizować siebie”, zwykle dziwnie przypomina moment, w którym przestaje być sobą.:-/